"Ciekawe czasy" czy "Trudne Pytanie"?

Na forum inwestycyjnym poznałem Krzysztofa. W prywatnej korespondencji wymieniliśmy kilka opinii na różne tematy, ale jeden o Powstaniu Warszawskim utwił mi w pamięci i postanowiłem się podzielić z Wami Krzysztofa doświadczeniem życiowym.

Krzysztof zaczął tak:

"A teraz zadam pytanie. Jak Ty byś zachował się w takiej sytuacji. Jest początek sierpnia 1944r. W czasie Powstania jesteś świadkiem popełnienia zbrodni z powodu bardzo niskich pobudek przez żołnierza jednego z oddziałów A.K. Żołnierz zostaje ujęty i postawiony przed Sądem Wojennym A.K. Jesteś świadkiem oskarżenia. Proces ze wszystkimi regułami odbywa się na terenie Hali Mirowskiej. Natarcie niemieckie na Wolę (musiało to być w okolicach 8 lub 9 sierpnia) doprowadziło do sytuacji w której zarówno sąd, świadkowie jak i oskarżony uciekają. Do końca Powstania z różnych powodów proces nie zostaję wznowiony. Oskarżony dezerteruje ze swojego oddziału ( w wykazach figuruje – zaginął). Niemniej wiadomo, że wojnę przeżył. Jest rok 1947 lub 1948. Żona zamordowanego spotyka na ulicy świadka tego wydarzenia i niedokończonego procesu. Prosi świadka o zgłoszenie się na milicję ( lub do UB) aby złożyć zeznane.
Co Ty byś zrobił na miejscu tego świadka ???
Historia jest autentyczna. Znam większość szczegółów od osoby do której miałem pełne zaufanie co do wiarygodności."

Długo myślałem jak mam odpowiedzieć na to pytanie, ale w końcu na forum napisałem tak "inna sprawa to zapytanie Krzysztofa - jeszcze myślę, ale nie żyłem w tamtych czasach; jest zagwozdka! " co Krzysztof skomentował tak: "I sam sobie częściowo odpowiedziałeś. Żeby zrozumieć, trzeba było znać realia tamtych czasów. Resztę na priv wieczorem ponieważ nie chcę wywlekać tej sprawy na forum."

Wieczorem dostałem takie oto wyjaśnienie:

"Tym świadkiem był mój ojciec. Sprawa męczyła go przez wiele lat bo na ten temat w domu nigdy się nie rozmawiało. Znałem bardzo wiele innych historii z okresu wojny ale o tej sprawie nigdy nie słyszałem. Zwierzył się z tej sprawy całkiem przypadkowo pod koniec lat 70-tych. Przeglądałem w domu książkę ze zdjęciami z okresu powstania. Popatrzył na jedno zdjęcie i wówczas opowiedział tą historię. Gdy doszedł do okresu powojennego do momentu w którym żona zamordowanego spotkała go na ulicy i prosiła o złożenie zeznań na milicji lub UB trochę się zawahał. Zapytałem I co zrobiłeś . Odpowiedź trochę nie mieściła się w mojej wyobraźni „ wyparłem się, że to byłem ja, pani mnie z kimś pomyliła i odszedłem”. Ja bezmyślnie odpaliłem, że „ ja bym się zgłosił na milicję”. Wówczas ojciec odpowiedział ( nie pamiętam dokładnie słów tylko ich sens) –„ żeby to zrozumieć, trzeba było żyć w tamtych czasach. To były trudne czasy”. Nigdy więcej nie wracaliśmy do tej rozmowy ale wiem, że sprawa go męczyła do samej śmierci a ja jemu nie pomogłem. Nie chciałem, nie umiałem wczuć się w sytuację z tamtego okresu, mimo, że o zbrodniach stalinowskich z tamtego okresu wiedziałem dosyć sporo, wiedziałem dużo o prześladowaniu żołnierzy AK a jednak nie potrafiłem zrozumieć ojca postawy. Dzisiaj po wielu latach doskonale zdaję sobie sprawę, że unikając zeznań na milicji - uratował życie bandyty ale jednocześnie być może uratował życie lub uchronił przed więzieniem wielu młodych chłopców, którym udało się przeżyć powstanie a którzy ze zbrodnią nie mieli nic wspólnego poza tym, że nosili biało czerwoną opaskę w tamtym okresie. Być może gdyby złożył zeznanie to jego twarz i ręka wskazywała by na tego „karła reakcji „ jaką była AK. Plakaty z tym motywem są często pokazywane na różnych wystawach. Tak jak kiedyś mojego ojca tak obecnie ja mam problemy i ta historia do mnie ciągle wraca, że w trudnym dla ojca momencie nie wsparłem go, tylko bez zastanowienia w pewien sposób oceniłem."

I co teraz mam powiedzieć?

Myślę, że osobiste doświadczenie Krzysztofa to część naszej Polskiej historii i powinna dotrzeć do młodego pokolenia; niekoniecznie tylko harcerskiego.


pytanie zadał Krzysztof_p
opracował Szpila
Jednocześnie dziękuję Krzysztofowi za autoryzację wypowiedzi.